Słowem
wstępu: Dni naszego
życia zaintrygowały mnie piękną okładką , a co w najważniejsze interesującą
notką wydawcy. Wydawało mi się, że będzie to lektura idealna na zbliżającą się
wiosnę – niosąca ze sobą nadzieję na lepsze jutro i dająca poczucie, że nigdy
nie jest za późno, aby zawalczyć o swoje szczęście. Po kilku pierwszych stronach
byłam optymistycznie nastawiona do książki, czułam, że moje oczekiwania
prawdopodobnie się spełnią. Niestety, w pewnym momencie poczułam, że Małgorzata
Mikos zaczęła prowadzić narrację, której osobiście nie za bardzo lubię. Bohaterzy
zaczęli wypowiadać słowa, niby podniosłe, niby ważne, ale było ich po prostu
zbyt dużo, przez co kompletnie traciły na sile. Dni naszego życia zaczęło czytać mi się coraz ciężej.
