sobota

Drogowskazy Odysei. Sam Akbar [recenzja]


A jeżeli osiągnięcie celu wcale nie jest najważniejsze? A jeżeli jest odwrotnie - liczy się sama droga do celu?

Dziesięcioletnia tułaczka Odyseusza, który za wszelką cenę pragnął wrócić do ojczyzny, żony i syna, od lat omawiana jest w szkołach jako metafora ludzkiego życia pełnego przeciwności, cierpienia i pokus. Uwodzenie przez Kirke, rozgniewanie Posejdona czy wizyta w Hadesie to bez wątpienia ciekawe literackie wątki. Jednak czy dzieło, które powstało wieki temu, może być przydatnym drogowskazem dla współczesnych ludzi?

Sam Akbar rozkłada epos na czynniki pierwsze, wskazując, jak przeciągająca się wędrówka Odyseusza niesie w sobie odwieczną prawdę o ludzkich losach  naznaczonych pragnieniem szczęścia, lękiem, przypadkowymi zdarzeniami i ludźmi, których spotykamy na swojej drodze. Zdaniem autorki poszukiwanie własnego „domu”, który nie zawsze oznacza murowane ściany, jest jednym z najważniejszych wyzwań, z którymi musimy się mierzyć.

Funkcjonujemy świecie, w którym coraz trudniej wsłuchać się w siebie, nieustannie bombardują nas obrazy sukcesu i zwycięstwa. Nic więc dziwnego, że pogodzenie się z tym, że nasza droga może być pełna nieoczekiwanych przeszkód, dla wielu okazuje się niezwykle trudne. Sam Akbar w Drogowskazach Odysei prezentuje praktyczne zadania i wskazówki, które mają pomóc nam złapać równowagę i dodać otuchy w momentach zwątpienia. 

Szczególnie mocno uderzył mnie fragment, w którym autorka mówi o tym, że nasze zachowanie różniące się w zależności od otaczających nas ludzi, miejsc i zdarzeń wcale nie oznacza, że jesteśmy nieszczerzy. To naturalna reakcja, pokazująca, że instynktownie dostosowujemy się do sytuacji, w której się znajdujemy. Przyznam, że dopiero gdy przeczytałam te słowa i dłużej się nad nimi pochyliłam, uderzyło mnie, jak łatwo wyciągamy wnioski o człowieku na podstawie jednego zachowania, zapominając, że każdy z nas funkcjonuje inaczej w różnych okolicznościach.

Autorka ukończyła filologię klasyczną, a obecnie pracuje jako psycholożka kliniczna, dzięki czemu jej spojrzenie na Odyseję jest niezwykle wielowymiarowe. Swobodnie łączy analizę literacką z wynikami badań naukowych i psychologicznym wyjaśnianiem ludzkich zachowań, pokazując, że starożytny epos wciąż może wiele powiedzieć o współczesnym człowieku. Na początku książki pada zdanie, które, jak dla mnie, jest kwintesencją przesłania Drogowskazów Odysei -  „czasy się zmieniają, ale uczucia i wyzwania pozostają takie same”.

Jeżeli Wasza życiowa podróż jest pełna wyzwań, warto pamiętać, że upragniony cel nie zawsze musi oznaczać pełnię szczęścia. To właśnie przeciwności losu, małe zwycięstwa i upadki kształtują to kim jesteśmy. Być może dlatego każdy z nas, podobnie jak Odyseusz, przez całe życie szuka własnego domu, niekoniecznie miejsca, ale poczucia, że jest dokładnie tam, gdzie powinien być. Polecam! 


Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej od Wydawnictwa Otwarte. 



Autor: Sam Akbar 

Tytuł: Drogowskazy Odysei

Wydawnictwo: Otwarte

Strony: 326

Ocena: 4.5/5


poniedziałek

Trzy zagadki dla Organizacji. Eduardo Mendoza [recenzja]


 

Przetwory Fernandez nie drożeją. W zapuszczonym hotelu odnaleziono ciało jednego z gości. Urzędnik konsulatu Wielkiej Brytanii w Barcelonie otrzymuje zgłoszenie o zaginięciu obywatela tego kraju. I nie jest to byle kto, bo zaginionym jest milioner. Wszystkie te trzy sprawy, choć pozornie zupełnie ze sobą niepowiązane, stają się obiektem śledztwa Organizacji.

Ta ściśle tajna formacja działa w takiej konspiracji, że właściwie nie wiadomo, kto tak naprawdę wie o jej istnieniuZ finansowaniem również jest kiepsko, więc jej agenci wiele zadań muszą wykonywać na własny koszt. Komunikaty dostarczane są poprzez audycję radiową, zabronione djest posiadanie telefonów komórkowych i utrwalanie czegokolwiek na papierze. To jednak nie przeszkadza agentom, ponieważ sami tworzą bardzo oryginalną zbieraninę osobowości. Ich nieporadność, głupota i prostolinijność nieustannie wybijają się na pierwszy plan, czyniąc z każdego śledztwa wyjątkowo osobliwe doświadczenie.

Zwariowana fabuła Trzech zagadek dla Organizacji skradła moje serce. Mendoza bawi się z czytelnikiem, tworząc coraz bardziej niedorzeczne scenariusze śledztw i podsycając je humorem oraz groteską. Wszyscy agenci są mocno specyficzni, przez co obserwowanie, jak radzą sobie z kolejnymi sprawami, było niezwykle intrygującym doświadczeniem. Kiedy wydawało mi się, że zaczynam rozumieć ich pokrętną logikę, autor szybko wyprowadzał mnie z błędu, fundując kolejny zwrot, którego kompletnie się nie spodziewałam. Mendoza nie gryzie się w język i z dużą dawką ironii odnosi się do współczesnych bolączek Hiszpanii i nie tylko.

Jestem pewna, że dla części osób taka forma kryminału może wydać się czymś dziwnym. Polecam jednak sięgnąć po ten tytuł z otwartą głową i dać się porwać temu całemu szaleństwu i głupocie bohaterów. Wtedy czeka Was naprawdę dobra zabawa, podczas której przekonacie się, co łączy firmę produkującą konserwy, nieboszczyka z hotelu i tajemnicze zaginięcie milionera. Jeśli lubicie kryminały, które wywracają klasyczny gatunek do góry nogami i nie boją się bawić jego schematami, ten tytuł zdecydowanie warto poznać.


Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej od Wydawnictwa Znak Literanova. 


Autor: Eduardo Mendoza 

Tytuł: Trzy zagadki dla Organizacji 

Wydawnictwo: Znak Literanova

Strony: 400

Ocena: 5/5


piątek

Saga o Betty. Ciepłe dłonie. Tom 2. Katarina Widholm.


 Druga wojna światowa rzuca długi cień na życie Betti. Jej małżeństwo z Carlem-Axelem dalekie jest od szczęśliwego, dobre dni przeplatają się z wybuchami agresji i wzajemnych pretensji. Tęsknota za utraconą miłością nie pozwala Betti ruszyć dalej, dlatego tylko w pracy odnajduje poczucie spełnienia i spokoju. Kiedy wydaje się, że los wreszcie daje jej chwilę wytchnienia, seria decyzji podjętych przez Carla-Axela doprowadza do tragedii. Betti zostaje sama z małą Tiną i po raz kolejny musi zmierzyć się z przeszłością. Tym bardziej że niespodziewanie dowiaduje się, że jej życiowa miłość, jednak żyje… 

Ciepłe dłonie to drugi tom losów młodej Betty, która z bycia służbą domową dzięki małżeństwu z rozsądku staje się kobietą zamożną. Widzimy, jak dziewczyna zyskuje pewność siebie i zaczyna coraz śmielej podejmować decyzje. Mam wrażenie, że w tej części Betty została pozbawiona swojej niewinności i naiwności. W dążeniu do szczęścia przekracza kolejne moralne granice. Jej relacja z jednym z ważniejszych bohaterów mocno mnie zaskoczyła, brakowało mi jej głębszych refleksji nad tym, jak jej postępowanie wpływa na innych. Betty skupia się głównie na własnych emocjach, jakby jej złamane serce mogło być ciągłym usprawiedliwieniem wątpliwych wyborów i decyzji. Ciepłe dłonie pokazały mi Betty, której momentami po prostu nie potrafiłam polubić.

Taka transformacja głównej bohaterki nie była czymś, czego się spodziewałam, jednak nie oceniam jej negatywnie. Wręcz przeciwnie,  było to ciekawe doświadczenie, obserwowanie, jak niewinna dziewczyna stopniowo zaczyna wykorzystywać sytuacje, a jej zachowanie staje się niekiedy bezwzględne. Styl autorki sprawia, że całość czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Szkoda jednak, że nie zagłębiła się bardziej w psychikę swoich bohaterów, dzięki czemu moglibyśmy lepiej ich zrozumieć i poznać motywy ich działania.

Mam nadzieję, że kolejna część pokaże, dokąd Betti zaprowadzi jej zmiana, bo im dalej, tym trudniej jednoznacznie mi ją ocenić. Z jednej strony czuję do niej sympatię, z drugiej coraz częściej jej zachowanie zmusza mnie do zastanowienia się, gdzie leży granica między walką o swoje szczęście a zatraceniem siebie. 

Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej od: 




Autor: Katarina Widholm 

Tytuł: Saga o Betty. Ciepłe dłonie. 

Wydawnictwo: Luna

Strony: 447

Tom: 2

Ocena: 4/6

czwartek

Normandia. Życie między przypływem a odpływem. Agnieszka Łopatowska [recenzja]

 


Nie mogę czytać książek Agnieszki Łopatowskiej. To dla mnie zdecydowanie niebezpieczna sprawa. „Normandia” jest drugim tytułem autorki, z którym miałam okazję się zapoznać i tak jak w przypadku „Paryż to zawsze dobry wybór”, już po kilku rozdziałach przepadłam totalnie. Nie wiem, jak pisarka to robi, ale jej książki są niczym imienne zaproszenie do tego, aby kupić bilet lotniczy, wsiąść w samochód i pojechać w miejsca, które opisuje.


Normandia kojarzy się przede wszystkim z wydarzeniami drugiej wojny światowej. Ta część historii regionu na zawsze zapisała się w dziejach współczesnego świata. Jednak Normandia to coś więcej niż tylko miejsce wojennych działań. To region Francji, który od wieków zachwyca surowością i bogactwem natury, a także niczym magnes przyciąga artystów szukających natchnienia i inspiracji.


Łopatowska snuje opowieść o tym, jak małe rybackie wioski z czasem stawały się nadmorskimi kurortami, do których przyjeżdżała nie tylko francuska, ale też angielska śmietanka towarzyska. Pokazuje Normandię z wielu stron, odsłaniając wszystko to, co sprawia, że ten region jest tak wyjątkowy. Pisze o portach morskich, niezwykłej architekturze i legendach, które do dziś są żywe w pamięci mieszkańców. 


Artyści ciągnęli tam w poszukiwaniu weny, a niektórzy z największych właśnie na tych ziemiach kształtowali swoją twórczość. Monet, Jongkind czy Flaubert to tylko kilka postaci nierozerwalnie związanych z Normandią. Równie ważne są lokalne przysmaki, które od stuleci goszczą na tutejszych stołach, a część z nich - jak camembert czy cydr podbiła kulinarny świat.


Zastanawiałam się, w czym tkwi siła narracji Łopatowskiej, skoro nawet fragmenty o serach pochłonęły mnie bez reszty. I wtedy zrozumiałam, że w centrum jej zainteresowania zawsze znajduje się człowiek. To wokół jego historii i przeżyć snute są wszystkie opowieści. Weźmy na przykład Mont Saint-Michel ten cud architektury poznajemy dzięki historii madame Poulard i jej rozsławionemu omletowi. Kompletne szaleństwo. Niezmiennie zaskakuje mnie wiedza autorki z zakresu historii, literatury i sztuki oraz to, w jaki sposób potrafi połączyć wszystkie te elementy w całość. Ani przez moment nie czułam się przytłoczona nadmiarem informacji podczas lektury, a wręcz świetnie się przy niej bawiłam.


Czuję się tą książką kompletnie zauroczona. Ten region Francji stał się właśnie miejscem, które chciałabym kiedyś odwiedzić, nie po to, żeby odhaczać kolejne muzea i nadmorskie miejscowości, ale żeby poczuć ducha tego miejsca i zobaczyć Normandię tak, jak pokazała ją autorka. I chyba właśnie to najbardziej cenię w książkach Łopatowskiej: po ich przeczytaniu ma się ochotę nie tylko zobaczyć dane miejsce, ale naprawdę je poczuć. Gorąco polecam! 


Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej od Wydawnictwa Filia.


Autor: Agnieszka Łopatowska 

Tytuł: Normandia. Życie między przypływem a odpływem. 

Wydawnictwo: Filia

Strony: 336

Ocena: 4.75/5

niedziela

Mała kwiaciarnia w Tokio. Yukihisa Yamamoto [recenzja]


 Nie możesz odejść” - stwierdził były przełożony Kikuko podczas ich wieczornego spotkania w jednej z tokijskich knajpek. Dziewczyna nie czuła się jednak ani zaszczycona, ani onieśmielona tym wyznaniem, ponieważ kryła się za nim groźba i próba szantażu. Z niekomfortowej rozmowy ratuje ją kobieta z magnolią we włosach - Marita, właścicielka niewielkiej kwiaciarni. Niespodziewanie składa ona propozycję pracy dla Kikuko, która jednak mocno odbiega od tego, czym dotąd się zajmowała. Tajemnicza Marita od razu intryguje Kikuko, która decyduje się przyjąć wyzwanie. Dopiero z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że ta zwyczajna z pozoru kwiaciarnia rządzi się własnymi zasadami.

W Kwiaciarni Kawarazaki Kikuko poznaje sympatycznych współpracowników, którzy wtajemniczają ją w niezwykły i skomplikowany świat kwiatów. Tutaj każdy gatunek, odmiana i kolor ma ogromne znaczenie. Wybór odpowiednich roślin i tworzenie z nich spójnych, pięknych kompozycji nie jest łatwym zadaniem, dlatego Kikuko pilnie uczy się tej sztuki. W tej małej, kameralnej przestrzeni klienci przychodzą po rośliny, które mają powiedzieć to, czego sami czasami nie potrafią ubrać w słowa. Wraz z Kikuko poznajemy ich historie i życiowe losy, a z niektórymi dziewczyna nawiązuje bliższe relacje, które wpływają na jej postrzeganie życia i miłości.

Mała kwiaciarnia w Tokio urzekła mnie swoją powolną narracją. Nic nie dzieje się tutaj szybko, czas płynie leniwie, a kolejne rodzaje kwiatów sygnalizują zmieniające się pory roku. Opisy ich znaczenia i symboliki wplatają się w każdy rozdział, tworząc trzon płynącego w nim przesłania. Ciekawie było czytać o relacjach panujących w kwiaciarni, które choć życzliwe, wydawały mi się nieco zdystansowane. Zresztą wszyscy bohaterowie są powściągliwi w mówieniu o swoich emocjach i ich okazywaniu. Ten tytuł pozwala przyjrzeć się japońskiej kulturze relacji międzyludzkich, która dla wielu z nas może wydawać się chłodna i sztywna, ale jednocześnie trudno nie dostrzec w niej ciepła, uważności i troski o drugiego człowieka.

Muszę przyznać, że momentami miałam problem z imionami bohaterów ich mnogość i zdrobnienia sprawiały, że musiałam dłużej zastanowić się, o kim jest mowa. To nie jest tytuł, w którym główna bohaterka nagle odnajduje sens życia, a wszystko staje się kolorowe i łatwe. Kikuko bardzo powoli odkrywa swoje możliwości, zaczyna dostrzegać rzeczywistość w innym wymiarze, pozbawionym korporacyjnego pędu i chaosu. To spokojna i wyważona opowieść, która czytelnikom spragnionym zwrotów akcji raczej nie przypadnie do gustu. Ja przy tym tytule bardzo odcinałam się od rzeczywistości,  czas jakby stawał w miejscu, co było czymś, czego naprawdę potrzebowałam. To powieść o tym, jak przypadek może czasem kompletnie zmienić nasze życie. Możemy otrzymać nieoczekiwaną szansę, ale to od nas zależy, jak ją wykorzystamy.

Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak Koncept.


Autor: Yukihisa Yamamoto 

Tytuł: Mała kwiaciarnia w Tokio

Wydawnictwo: Znak Koncept

Strony: 304

Ocena: 4.5/5

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.Bq8S7pdE.dpuf