piątek

Za horyzontem zdarzeń. Radosław Rutkowski [recenzja]


 Na pogrzebie ciotki Marcin czuje się przytłoczony i w potrzasku. Chociaż ma wsparcie partnerki, przebywanie z najbliższą rodziną od dawna działa na niego bardzo negatywnie. Z jednej strony ma wrażenie, że jest niewidoczny, wiecznie w cieniu brata, z drugiej zaś tli się w nim poczucie, że wszystkie złe emocje są wymierzone w jego osobę. Jego obroną stają się sarkazm i czarny humor, które jednak najczęściej zniechęcają do niego innych ludzi.

Czując narastające wewnętrzne napięcie, Marcin rzuca wszystko i wyjeżdża w Bieszczady  a właściwie do Szeklic, gdzie próbuje nawiązać kontakt z dawno niewidzianym wujkiem. Mężczyzna liczy na to, że pytania, które od lat kłębią się w jego myślach, w końcu uzyskają odpowiedź. Co prawda nie spodziewa się ciepłego przyjęcia, to jednak postawa krewnego i tak zbiła go z pantałyku.

„Za horyzontem zdarzeń” to opowieść, która porusza wiele mniejszych i większych problemów, z jakimi mierzą się współcześni ludzie. Poczucie niezrozumienia, walka z własnymi słabościami, gorsze momenty psychiczne i próby zrozumienia swoich życiowych losów mieszają się w tej historii z odwieczną potrzebą bliskości.
To nie jest historia o ucieczce - to historia o tym, że przed samym sobą i tak nie da się uciec.

Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy jeszcze lepiej wczuć się w sytuację Marcina i wraz z nim przemierzać kolejne etapy jego wewnętrznej podróży. Nie myślcie jednak, że cała książka utrzymana jest w ciężkiej, pesymistycznej narracji. Radosław Rutkowski bardzo sprawnie snuje swoją opowieść, dzięki czemu tytuł ma wiele humorystycznych, sarkastycznych momentów, które świetnie równoważą całą historię. To właśnie styl autora jest, moim zdaniem, największym atutem tego tytułu. Umiejętność opisywania skomplikowanych uczuć w tak lekki i przystępny sposób jest rzadko spotykana. Rutkowski dotyka czułych, emocjonalnych strun z wielkim wyczuciem, nie popadając przy tym w niepotrzebną melancholię i sentymentalizm.

To właśnie wyjątkowy styl utrzymywał mnie przy książce również w momentach, kiedy fabularnie miałam poczucie, że pewne motywy zostały nieco przegadane. Moim zdaniem autor poświęcił zbyt wiele uwagi wątkowi wujka i księdza  w pewnym momencie zaczął on mnie nawet nudzić. Na szczęście zakończenie historii umyka znanym schematom i jestem pewna, że zaskoczy niejednego czytelnika. Takie zwieńczenia opowieści bardzo doceniam, pokazują bowiem, że pisarz miał plan na swoją fabułę od samego początku.

Jeżeli szukacie tytułu pełnego czarnego humoru i sarkazmu, który swoim zakończeniem zmusi Was do przeanalizowania całej przeczytanej fabuły, „Za horyzontem zdarzeń” jest odpowiednim wyborem. Historia Marcina wciąga, momentami wkurza i pokazuje, jak skomplikowane bywają ludzkie losy. Tak popularne marzenie wielu z nas, aby rzucić wszystko i ruszyć w świat dla tego bohatera staje się drogą pełną emocji i konfrontacji z samym sobą, od której nie da się uciec.


Książkę otrzymałam od Autora.

Autor: Radosław Rutkowski

Tytuł: za horyzontem zdarzeń 

Wydawnictwo: Brda

Strony: 500

Ocena: 4/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.Bq8S7pdE.dpuf